Nadzieja na przetrwanie

Dzieje Apostolskie 2,44-45; 4,32

W historii Ameryki miało kiedyś miejsce pewne fascynujące zjawisko społeczne. Nie było mnie wtedy na świecie, ale czytałem o tym wielokrotnie. Zachęcano młodych ludzi, by „wyruszali na Zachód”. Wszędzie pojawiały się hasła wzywające, by załadowali rodzinę i dobytek na wóz i z odwagą pospieszyli ku nowemu, lepszemu życiu.

I ruszyli, zamieniając zatłoczone, zadymione przemysłowe miasta Wschodu, na otwarte równiny, czyste niebo i żyzne, choć surowe, pola uprawne Zachodu.

Ziemi było pod dostatkiem dla wszystkich. Pierwsi osadnicy budowali domy lub kryte darnią chaty na środku swoich rozległych posiadłości, często w znacznym oddaleniu od najbliższych sąsiadów. Mocne, solidne ogrodzenia wyznaczały granice ich ziem, ponieważ duma z jej posiadania stała się oznaką odwagi. Pojęcia takie jak niezależność i własność prywatna były powszechnym przedmiotem rozmów przy stole, w trakcie których młodzi uczyli się, jak walczyć o przetrwanie.

Ale z upływem czasu coś zaczęło się zmieniać. Poddany próbie, izolacjonizm okazał się daleki od ideału. Kiedy reporterzy wracali z rozległych prerii Zachodu, odwiedziwszy samotnie stojące domy pionierów, pokazywali zdjęcia przygarbionych kobiet, wychudzonych, przedwcześnie postarzałych mężczyzn i zabiedzonych dzieci. Trudno było żyć samemu, szczególnie z uwagi na surowe zimy, choroby i gniewnych Indian z łukami i strzałami.

Coraz więcej osadników uświadamiało sobie, że mieli większe szanse na przetrwanie, gdyby budowali swoje domy blisko siebie, w rogach swoich posiadłości, a nie pośrodku. Cztery rodziny mogły poradzić sobie o wiele łatwiej, gdyby zrezygnowały częściowo ze swojej niezależności, gdyby zbudowały bramy w swoich ogrodzeniach i nie kładły tak dużego nacisku na prywatność. Przeżycie zimy czy długotrwałej choroby nie było tak straszne, jeśli w odległości krótkiego spaceru mieszkały trzy inne rodziny. Okazało się, że o wiele przyjemniej i radośniej jest móc mieszkać razem, zamiast żyć samotnie, z daleka od innych.

Z tamtego okresu pochodzi przysłowie:

Wspólna radość jest podwójną radością, wspólny smutek jest połową smutku.

Pory roku stały się bardziej kolorowe i bardziej wypełnione nadzieją. Uprawa ziemi, zbiory, konserwowanie żywności i uboje stały się przedsięwzięciami grupowymi. Śluby i nabożeństwa, zyski i straty, narodziny i śmierć, stały się wspólnymi doświadczeniami, ponieważ coś, co było tylko przetrwaniem, zostało zamienione na prawdziwe życie . . . dzielenie się swoimi radościami i smutkami. Sąsiedzi stali się przyjaciółmi (a z czasem krewnymi!). Żyli wspólnie.

Ci dawni osadnicy nauczyli się tego, o czym dzisiaj zapomnieliśmy, a mianowicie, że zbliżenie się do siebie jest lepsze, niż życie osobno. Współdzielenie jest lepsze, niż pozostawanie na uboczu. Łatwiej uporać się z ryzykiem i kłopotami, gdy cztery domy znajdują się w przylegających do siebie rogach posiadłości, niż kiedy każdy jest osobno pośrodku. Jestem przekonany, że o to właśnie chodzi w Księdze Koheleta 4,9-10.12:

Lepiej jest dwom niż jednemu,

gdyż mają dobry zysk ze swej pracy.

Bo gdy upadną, jeden podniesie drugiego.

Lecz samotnemu biada, gdy upadnie,

a nie ma drugiego, który by go podniósł…

A jeśli napadnie ich jeden,

to dwóch przeciwko niemu stanie;

a powróz potrójny niełatwo się zerwie.

Wielu mieszkańców Zachodu to potomkowie dawnych pionierów. Mit „surowego indywidualizmu” umiera ciężko i gorzko. Nasze credo mówi:

„Poradzę sobie z tym.” „Jakoś to rozwiążę.” „Nie muszę się na nikim opierać.” „Po prostu sam będę lizać moje rany, bo nikt tak naprawdę o mnie nie dba.”

Legenda Dzikiego Zachodu może i jest intrygująca, lecz z pewnością nie jest to teologia biblijna. Prześledź określenie „jedni drugim” (w różnych odmianach) w drugiej części Nowego Testamentu, a zobaczysz, co mam na myśli. Naprawdę potrzebujemy siebie nawzajem. Bardziej głęboko i bardziej rozpaczliwie, niż to sobie uświadamiamy. Prawda jest taka, że Chrystus, który jest Panem Ciała, dał nam siebie nawzajem – ponieważ każdy z nas ma coś wyjątkowego do dania innym – każdy stanowi fragment Bożej układanki, którego nikt inny nie może zastąpić (zob. List do Efezjan 4,1-16).

A gdzie znajduje się twój dom? Pośrodku samotnych, smaganych wiatrem hektarów? Ile czasu minęło, odkąd wszedłeś w otwartą, bliską relację z ludźmi w lokalnej wspólnocie chrześcijan? Zbyt długo?

Może nadszedł czas, abyś przeniósł swoją chatę w róg pola. Może nadszedł czas, żebyś wykuł bramę w nieprzystępnym ogrodzeniu. To może mieć duże znaczenie dla twojego życia.

Dla niektórych z was może to nawet oznaczać przetrwanie.

Ile czasu minęło, odkąd wszedłeś z kimś w otwartą, bliską relację?

Charles R. Swindoll Tweetuj

Wyjęte z: Come Before Winter and Share My Hope, Copyright © 1985, 1988, 1994 Charles R. Swindoll, Inc. Wszelkie prawa zastrzeżone. Użyto za zgodą.

Opublikowany w temacie: Kościół i oznaczony kategorią: , , .

Rzetelność, praktyczność, poczucie humoru - to znak firmowy rozważań biblijnych Charlesa R. Swindolla. Od 1979 roku Chuck przewodzi organizacji Insight for Living, która zajmuje się rozpowszechnianem audycji radiowych z jego nauczaniem biblijnym. Chuck jest także honorowym kanclerzem Seminarium Teologicznego w Dallas oraz starszym pastorem wspólnoty Stonebriar Community Church we Frisco w Teksasie.