Dziedzictwo, któremu możesz zaufać

Pod koniec swojego życia i posługi, w obliczu rychłej męczeńskiej śmierci, Apostoł Paweł napisał list do swojego najbliższego współpracownika – młodego człowieka imieniem Tymoteusz. W liście tym Paweł wzywa Tymoteusza, by trwał w tym, czego się nauczył, chronił wierzących w swej wspólnocie przed zagrożeniami, odpierał pokusy i stawiał odważnie czoła przeciwnościom.

Przekazuje też następujące polecenie:

Ty więc, dziecko moje, nabieraj mocy w łasce, która jest w Chrystusie Jezusie.

To, co usłyszałeś ode mnie wobec licznych świadków, powierz ludziom godnym zaufania, którzy z kolei byliby zdolni nauczać innych.

(2 List do Tymoteusza 2,1-2; tłum. Biblii Paulistów)

Owo uroczyste wezwanie rozbrzmiało echem w mroku historii, rozświetlając niepewną przyszłość młodego Kościoła. Paweł pozostawił Tymoteuszowi bogaty duchowy spadek – dziedzictwo Słowa Bożego, podstaw wiary, duchowego autorytetu i, co najważniejsze, dziedzictwo Ewangelii o zbawieniu przez Jezusa Chrystusa. Przekazanie tego dziedzictwa nie dokonało się w jakimś ukrytym miejscu, jakby byli przemytnikami szmuglującymi tajemne prawdy. Paweł ogłosił swój testament publicznie, w obecności licznych świadków. Dziedzictwo to nie było jakąś „tajemną wiedzą” lub „religią misteryjną” przypominającą praktyki gnostyków. Nie było też regułą sekretnego bractwa, w rodzaju Zakonu Syjonu z Kodu Leonarda da Vinci.

Co miał z tym dziedzictwem zrobić Tymoteusz? Po prostu uwierzyć i uczynić częścią swojego życia?

Nie, chodziło o coś więcej. Paweł wezwał go, by przekazywał je dalej. Ale nie komu popadnie, nie w ogólnej formie pisemnej i nie tylko swoim biologicznym dzieciom. Zobowiązał Tymoteusza, by w nienaruszonej formie i treści przekazał je tym, którzy z kolei wiernie przekażą je dalej. Mieli to być ludzie „godni zaufania”, osoby o wypróbowanym charakterze, co do których nie będzie wątpliwości, że zachowają prawdę Słowa Bożego bez uszczerbku. Równocześnie, mieli być „zdolni nauczać innych”, a nie tylko zatrzymać dziedzictwo dla siebie.

Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak Tymoteusz poradził sobie z tym zadaniem? Co stało się po tym, jak Piotr, Paweł, Jan i Jakub odeszli do wieczności, pozostawiając za sobą uczniów, by kontynuowali ich pracę? Czy nauka apostołów była wiernie przekazywana ludziom godnym zaufania, którzy następnie przekazali ją kolejnemu pokoleniu?

A może dziedzictwo Słowa Bożego szybko uległo zniekształceniu i zaginęło w mroku dziejów? Czy płomień Ducha Świętego w kolejnych wiekach chrześcijaństwa dalej świecił jasnym blaskiem, czy raczej został zgaszony przez prześladowania, fałszywe nauki i rozłamy w Kościele? Kto okazał się mocniejszy: Kościół czy „bramy piekielne” (Mt 16,18)? Czy Jezus dotrzymał obietnicę, że będzie ze swoimi naśladowcami „aż do skończenia świata” (Mt 28,20)?

Być może niektórych to zaskoczy, ale poszukując odpowiedzi na to, co działo się po okresie Nowego Testamentu, nie jesteśmy zdani na domysły. Mamy dostęp do pism drugiego i trzeciego pokolenia przywódców Kościoła, znanych jako ojcowie apostolscy. Gdyby nie radykalna wiara i wierna praca tych spadkobierców apostołów, pisma Nowego Testamentu przepadłyby w mroku dziejów, a Ewangelia zostałaby bezpowrotnie wymieszana z herezją.

Pamiętasz Klemensa, wzmiankowanego w Liście do Filipian 4,3? Niedługo po śmierci Piotra i Pawła został przełożonym wspólnoty w Rzymie. Około roku 90 po Chrystusie napisał długi list do kościoła w Koryncie, zachowany do dzisiejszych czasów. Polikarp, przywódca gminy chrześcijańskiej w Smyrnie, autor wielu listów (z tego jeden zachowany do dzisiaj), był uczniem św. Jana. Ignacy, przełożony wspólnoty w Antiochii do roku 110 po Chr., autor licznych listów pasterskich, prawdopodobnie znał wielu apostołów osobiście.

Do naszych czasów przetrwały też pisma kolejnego pokolenia przywódców Kościoła. Jednym z nich był Justyn, działający w Rzymie około połowy II wieku po Chr. Ważne miejsce zajmował Ireneusz, przywódca kościoła w Lyonie w południowej Francji od ok. 178 roku po Chr. Obaj znali Polikarpa, ucznia Apostoła Jana.

Jesteśmy zatem w stanie odtworzyć złotą nić łączącą apostołów Chrystusa z „ludźmi godnymi zaufania” (Klemens, Ignacy, Polikarp), którzy byli „zdolni nauczać innych” (Justyn, Ireneusz). Zlecone przez Pawła zadanie (2 Tm 2,2) zostało wykonane.

Ci wcześni bohaterowie wiary trzymali wysoko pochodnię Ewangelii w jednym z najtrudniejszych okresów w historii chrześcijaństwa. Młody ruch stanął w obliczu ogromnych zagrożeń zewnętrznych (prześladowania) i wewnętrznych (fałszywe nauki). Wielu z tych przywódców swą nieugiętą postawę przypłaciło życiem. Klemens Rzymski zginął męczeńską śmiercią ok. roku 100 po Chr., podczas prześladowań za panowania cesarza Trajana. Ignacy Antiocheński został rzucony na pożarcie dzikim bestiom ok. roku 110 po Chr. Polikarp zginął w Smyrnie ok. roku 155 po Chr., spalony przez władze rzymskie na stosie. Justyn Męczennik, apologeta chrześcijaństwa przed atakami filozofów pogańskich, został osądzony i ścięty mieczem w stolicy imperium. Za to że stawili czoła politycznej tyranii i religijnym podróbkom, zapłacili najwyższą cenę.

W przeciwieństwie do nich, bardzo niewielu głosicieli herezji gotowych było oddać życie za to, w co wierzyli. Gnostycy wyśmiewali wręcz chrześcijańskich męczenników. Skoro Jezus – twierdzili zgodnie ze swoimi przekonaniami – nie posiadał prawdziwego ciała, a jego cierpienie i śmierć były tylko pozorne, jaki sens w tym, by naśladować jego „męczeństwo”? Ich wersja chrześcijaństwa skrojona była na miarę ich filozofii życiowej, w której nie było zbyt wiele miejsca na ofiarę czy poświęcenie dla innych.

Dokonania Ojców Kościoła nie cieszą się dziś dobrą prasą wśród liberalnych historyków i krytyków chrześcijaństwa. Niektórzy twierdzą, że nasza Biblia, nasza wersja historii Kościoła i nasze fundamenty wiary są częścią spisku, który ma na celu ukryć „prawdę” o rzeczywistym, „historycznym” Jezusie. Popularny jest pogląd, jakoby Jezus był tylko charyzmatycznym reformatorem religijnym i nauczycielem moralności, z pewnością jednak nie wcielonym Bogiem, który powstał z martwych.

Na fali sukcesu książek typu Kod Leonarda da Vinci, w mediach oraz w Internecie zaroiło się od „ekspertów” (czasem z renomowanych uczelni), którzy odtwarzają „prawdziwą” historię wczesnego chrześcijaństwa. W ich wersji to heretycy są bohaterami, a niegdysiejsi bohaterowie grają rolę złych policjantów. Podłożem tych teorii jest naukowa pogarda dla wszystkiego, co nadprzyrodzone, religijny pluralizm oraz ideologia feminizmu.

W tym kontekście warto przytoczyć słowa proroka Izajasza wypowiedziane prawie trzy tysiące lat temu:

Biada tym, którzy zło nazywają dobrem, a dobro – złem; którzy ciemność mają za światłość, a światłość – za ciemność…

Biada tym, którzy we własnych oczach uchodzą za mądrych i uważają siebie za rozsądnych.

(Księga Izajasza 5,20-21; tłum. Biblii Paulistów)

Wierząc w Pismo Święte i w prawdę o Jezusie Chrystusie, stoimy na pewnym fundamencie. Nasze przekonania są dziś być może coraz mniej popularne. Uczeni i krytycy mogą je wyśmiewać. Ale dziedzictwo prawdy Słowa Bożego – zachowane dzięki życiu i śmierci bohaterów wiary sprzed kilkunastu stuleci – pozostaje nienaruszone.

Co to praktycznie dla nas oznacza? Jaka powinna być nasza reakcja na kolejne ataki na biblijne chrześcijaństwo?

To proste. Musimy kontynuować dzieło zapoczątkowane przez apostołów i ich następców – przekazywać Ewangelię ludziom godnym zaufania, którzy z kolei będą zdolni nauczać innych.

Opublikowany w temacie: Kościół, Odkrywanie Biblii i oznaczony kategorią: , , , .

Michael J. Svigel jest absolwentem Dallas Theological Seminary (DTS) z tytułem magistra teologii (specjalizacja: teologia Nowego Testamentu) oraz doktora nauk teologicznych. Obecnie pracuje w macierzystej uczelni jako wykładowca, prowadząc zajęcia z teologii i historii kościoła. Zanim objął stanowiska nauczyciela akademickiego, pracował w zespole redakcyjnym Insight for Living. Mike i jego żona, Stephanie, mają trójkę dzieci.