Jaki dowód potrzebujesz, by uwierzyć?

Rozmawiałem niedawno z pewną kobietą. Było to podczas śniadania zorganizowanego przez wspólnotę chrześcijańską, na które zaproszone zostały osoby zainteresowane tematyką wiary i istnienia Boga. Byłem tam, by odpowiadać na pytania uczestników – bez zacietrzewienia i niepotrzebnego chrześcijańskiego żargonu.

Pani siedząca obok mnie zapytała o jakiś dowód potwierdzający to, w co wierzę. Była ona naukowcem, przyzwyczajonym się do pojmowania wszystkiego w wymiernych, mierzalnych kategoriach. Jednak rozmowy z córką na temat kwestii takich jak życie i śmierć skłoniły ją, by przyjść na śniadanie. Poszukiwała realnych dowodów na to, że Bóg istnieje.

Rozmowa zeszła na temat specyfiki badań naukowych. Z racji tego, że pracowałem przez kilka lat jako biochemik, mieliśmy wspólną płaszczyznę, do której mogliśmy się odnieść. Już po chwili moja rozmówczyni przyznała, że wiele z tego, co nazywamy faktem naukowym, jest w rzeczywistości poparte jedynie dowodami pośrednimi. W laboratorium często „udowadnia” się istnienie czegoś nie na podstawie obserwacji danej rzeczy a poprzez badanie tego, co wytwarza. Mierząc dany produkt bądź efekt, spoglądamy na wyniki i staramy się odgadnąć możliwą przyczynę. W taki właśnie sposób prowadzono badania przy pomocy słynnego (uszkodzonego a następnie naprawionego) Wielkiego Zderzacza Hadronów. Gdy doprowadzano go do pracy na pełnych obrotach, nie mierzono samych hadronów, lecz ślady, które pozostawiały ich zderzenia. Jest to dowód pośredni, ale zarazem taki, jakiego naukowcy potrzebują, by uznać eksperyment za udany. Wszystko to mieści się w akceptowalnych kategoriach naukowego punktu widzenia.

Tak sobie konwersowaliśmy, posilając się pyszną jajecznicą z boczkiem. Wtedy zapytałem, czy pewne zjawiska nie mogłyby nam także posłużyć jako dowód w kwestii istnienia Boga. Rzeczy, które miałem na myśli, były jej znane, jednak nigdy nie myślała o nich jako o „dowodach”. Dlaczego niektórzy ludzie decydują się postępować według tego, co sprawiedliwe, zamiast tego, co niegodziwe? Jak wyjaśnić to, że czyjeś życie podlega całkowitej przemianie z racji przyjęcia nowych wartości? Skąd bierze się u niektórych potrzeba dzielenia się tym, co mają – nie tylko w zakresie finansów, ale całego życia? W życiu ludzi, którzy prawdziwie uwierzyli w Boga i zaufali Chrystusowi, można zaobserwować spokój… godność… wysokie standardy moralne… Nie da się prosto wytłumaczyć tej zmiany tylko na podstawie naturalnych czynników. W rzeczywistości, w świetle prawa natury i siły ludzkich instynktów nie mają one sensu! (Dlatego mówimy czasem, że ci, którzy ich w ogóle nie przejawiają, zachowują się jak zwierzęta.)

Czytałem niedawno rozmowę Jezusa z Nikodemem, zapisaną w 3 rozdziale Ewangelii Jana. Nikodem nie był w stanie pojąć znaczenia i charakteru działania Ducha Świętego, dlatego w pewnym momencie Jezus odniósł się do dowodów pośrednich: Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha. (Ewangelia Jana 3,8) Efekty Bożego działania wskazują na Jego istnienie. To dzięki Jego dostrzegalnemu działaniu mamy dowody Jego niewidzialnego charakteru.

Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty – wiekuista Jego potęga oraz bóstwo – stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą się wymówić od winy. (List do Rzymian 1,20)

Copyright © 2014 Dr Terry Boyle. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Opublikowany w temacie: Jak poznać Boga i oznaczony kategorią: , .

Terry Boyle pełni posługę Pastora w Insight for Living UK. Prowadzi autorski weekendowy program radiowy, jest także lektorem brytyjskiej edycji audycji radiowych Insight for Living. Ważną częścią jego pracy jest niesienie posługi duszpasterskiej słuchaczom i osobom kontaktującym się z biurem IFL w Wielkiej Brytanii. Terry jest absolwentem Dallas Theological Seminary (magisterium z Opieki Duszpasterskiej, doktorat z Biblistyki).